MON naciska na rząd USA, by przy zakupie Patriotów uzyskać jak największe korzyści dla przemysłu – donosi portal Money.pl i informuje, że Amerykanie nie są skłonni do dzielenia się swoimi technologiami. Sprawa najdroższego przetargu dla polskiej armii wchodzi w niebezpieczną fazę, która przy zakupie Caracali zakończyła się to fiaskiem.

Jak pisze portal Money.pl proces zakupu uzbrojenia za grube miliardy to nigdy nie jest łatwa sprawa, a tym razem jest to największy zakup w historii Polski szacowany nawet na 30 mld zł. Strona amerykańska zapewnia, że jest nie tylko gotowa na przekazanie części technologii do Polski, ale również 50 proc. rzeczywistego wykonania elementów systemów do programu Wisła. Rozmowy były prowadzone w maju tego roku i wszystko zmierzało do szczęśliwego finału, ale pojawił się problem. Dowodem na to mogą być coraz bardziej zdecydowane próby naszego rządu wywierania presji na Amerykanów. Pierwszym tego przejawem było memorandum, podpisane przez obie strony podczas wizyty Donalda Trumpa w Polsce. Drugim – list wiceministra Kownackiego wysłany do amerykańskiego rządu.

Reklamy

W obu przypadkach i dokumentach kluczowe są zawarte w nich wymagania offsetowe związane z zakupem Patriotów. W ocenie Michała Likowskiego, eksperta ds. uzbrojenia i szefa specjalistycznego magazynu „Raport”, samo wysłanie listu można odczytać, jako próbę wywarcia nacisku na rząd USA, by złagodził on restrykcje dotyczące transferu technologii. Portal Money.pl pyta, czy nie jest on zbyt mocny i nie pokazuje Amerykanom naszej desperacji. Przecież przed chwilą dokładnie to samo zawierało memorandum.

Czego chcemy od Amerykanów? Portal Money.pl podkreśla, że chodzi o technologie, które miałyby być dostępne dla naszej zbrojeniówki, związane są z innowacyjnym systemem IBCS, radarem 360 stopni i najnowocześniejszymi pociskami do Patriotów: PAC-3 MSE i SkyCeptor. W sumie oczekujemy 50 proc. udziałów polskich zakładów w produkowaniu zestawów dla programu Wisła.

Jak wynika z korespondencji Kownackiego, minister zagroził rządowi USA zerwaniem negocjacji, jeśli nasz przemysł nie dostanie tego, czego MON oczekuje. Jednak Likowski uspokaja: „Listu wiceministra Kownackiego nie należy traktować jako szantażu, ale jasne przedstawienie naszych potrzeb, których niespełnienie, może zaowocować zerwaniem rozmów.” I przekonuje, że naciski są usprawiedliwione, bo władze USA są – generalizując – niechętne transferowi technologii i offsetowi. Robią to wtedy, kiedy są do tego zmuszone. Dlatego, w jego ocenie, dobrze, że polski rząd równolegle prowadzi rozmowy z konsorcjum MEADS International.

Sęk w tym, że MEADS istnieje tylko w formie prototypu, który spełnia nasze wymagania. I nie był jeszcze nigdy na wojnie. Zaś Patriot to system wykorzystywany w 19 armiach świata od lat. Tyle, że obecna wersja nie spełnia naszych wymogów i konieczne są zmiany. Jak pisze „Money.pl „oczekujemy dostarczenia czegoś, czego tak naprawdę jeszcze nie ma i nie działa jako spójny system. Do tego wszystkiego jeszcze żądamy od USA, żeby podzieliły się z nami tą nowoczesną technologią.” Amerykanie zadeklarowali, że na polski dokument otwierający ostatni etap negocjacji zakupu, gdzie podaje się ostateczne oczekiwania, odpowiedzą do końca roku. A przecież minister Antoni Macierewicz deklarował podpisanie umowy z Amerykanami jeszcze w tym roku.

 

Źródło: Money.pl

Poprzedni artykułMściwy jak Macierewicz?
Następny artykułFobie Kaczyńskiego. Wszyscy za nie zapłacimy