Rodzice mają dość eksperymentów na dzieciach. Masowa migracja do prywatnych szkół

Pod koniec roku szkolnego w jednej z krakowskich podstawówek chce się ulotnić cała, obecnie szósta klasa – informuje Newsweek i dodaje, że nie ma gdzie. Dzieci uciekają z publicznych szkół do prywatnych.

Są prywatne szkoły w Polsce, w których chętnych do klas szóstych, siódmych i ósmych jest kilkakrotnie więcej niż pomieściłby budynek. Rodzice mają więc potworny kłopot, a nie chcą, by dzieci uczyły się w państwowych szkołach.

Reklamy

„To jest potężna fala, nie spodziewaliśmy się aż tak wielkiej skali exodusu z państwowych szkół” – przyznaje Piotr Machowski, dyrektor prywatnych szkół im. Mikołaja Reja w Krakowie. W kończącym się roku szkolnym udało mu się stworzyć trzy siódme klasy. Jeśli chodzi o rok następny już dawno skończyła się rekrutacja, bo szkoła nie jest w stanie stworzyć podobnej liczby klas dla obecnych szóstoklasistów.

Jednym z powodów zamieszania w Krakowie jest fakt, że w mieście zlikwidowano już większość gimnazjów. Nowych miejsc w szkołach podstawowych przybyło niewiele. Podobnie jest w innych miastach.

W ostatnim czasie liczba uczniów w prywatnych szkołach podstawowych wzrosła w Polsce prawie o 50 procent! Dane, na podstawie informacji, które udało się wydobyć z MEN, podliczyła Alicja Defratyka, autorka projektu ciekaweliczby.pl. Najwięcej prywatnych szkół podstawowych powstało ostatnio, co ciekawe w województwach: świętokrzyskim (36 proc.), pomorskim (29 proc.) i podlaskim (28
proc.). Czesne za miesiąc w prywatnej szkole waha się od 500 do 2 tysięcy złotych.

„Tak nerwowo w środowisku nauczycielskim nie było nawet w stanie wojennym” – przyznaje Sławomir Broniarz, prezes ZNP. i dodaje, że „Restrykcyjna reforma PiS sprawiła, że społeczność nauczycieli się zatomizowała, wielu odeszło, inni chowają się po kątach, bojąc się własnego cienia. Sporo postanowiło na oportunizm, niestety. Więc wcale się nie dziwię rodzicom, którzy nie chcą codziennie ślęczeć z dziećmi nad materiałem, którego sami nie rozumieją, a potem jeszcze uczestniczyć w jakiejś jatce, bo dziecko zdenerwowało panią od polskiego. A potem jeszcze w świątobliwej akademii, bo normalni dotąd pedagodzy zamienili się w dewotów.”

Więcej w Newsweeku