Dzicz Wąsika.
– Balbina, chodź do nas! – wzywali prezesa PiS mieszkańcy Inowrocławia, którzy nie zostali wpuszczeni na salę wypełnioną przez działaczy PiS. Dostępu do szefa PiS broniły zwarte kordony policji.
W pewnym momencie funkcjonariusze użyli gazu wobec pokojowo zachowujących się protestujących, którzy nagrywali spotkanie z oddali.
– Dlaczego nie mogę o nic zapytać prezesa – spytał policjantów Krzysztof Konikowski. Nie zachowywał się agresywnie, nie krzyczał. Nagle zamaskowany policjant wycelował w jego stronę gaz łzawiący i prysnął nim Konikowskiemu prosto w twarz. Gaz dosięgnął również stojącą obok kobietę.
Fanatycy PiS również zaatakowali Polaków. Starsza kobieta próbowała dźgać drzewcem od flagi jedną z demonstrantek.
Nie jesteś sympatykiem PiSu? Chcesz wejść na spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim?
Dostaniesz gazem po oczach. pic.twitter.com/6fUXwbLqGa
— Ruch Ośmiu Gwiazd (@RuchOsmiuGwiazd) June 27, 2022
Policjanci wyciągnęli z grupy jednego z demonstrantów, a kilku brutalnie skuli kajdankami. Inny protestujący otrzymał mandat.
– Skuli mnie tak, że jeszcze mam czerwone nadgarstki. Ten, co potraktował mnie gazem, podszedł i docisnął, jak siedziałem na siedzeniu w suce. Mówiłem, że nic nie widzę, czy mogę się czymś wytrzeć, a on, że nie, że zaraz dostanę paralizatorem. Mówię do niego: bądź człowiekiem, nic złego nie zrobiłem, jestem skuty, chociaż zdejmij te kajdanki. A on, że nie ma mowy. Podszedł i jeszcze docisnął. Nic nie zrobiłem, stałem spokojnie, kazali to się cofnąłem, nic nie robiłem! Jak psiknęli gazem odskoczyłem, schyliłem się, a gdy po chwili podniosłem głowę, zobaczyłem, że idą w moją stronę. No i zwinęli mnie – powiedział „Gazecie Wyborczej” inowrocławianin, który również został poddany brutalnej interwencji policji.
Dodał, że chciał wejść sam do wozu policyjnego, ale został rzucony na podłogę.
– Zaczęli mnie dusić, butami wciskali plecy. Ten, co mnie dusił, walnął mnie dwa razy kolanami w głowę, gdy leżałem. Wykręcił mi ręce, prosiłem, żeby przestał, mówiłem, że mnie boli, że sam się przesunę, ale on jeszcze bardziej mi ręce ciągnął do góry. Mówiłem: – połamiesz mi ręce, człowieku. A przecież nic nie robiłem, kazali się zatrzymać – stałem, coś tam krzyknąłem, ale nic nie robiłem! – relacjonuje mężczyzna.
Źródło: Gazeta Wyborcza
