Media od wielu tygodni huczą o spisku, jaki w PiS zawiązał się przeciwko premierowi Morawieckiemu. Politycy Zjednoczonej Prawicy mają już po prostu dość niekompetentnego szefa rządu. W jednym z ministerstw mieli spotykać się niezadowoleni z polityki rządu, wpływowi partyjni działacze.
Tymczasem szef klubu PiS udaje, że są to jedynie zwykłe, towarzyskie „spotkania”. – Nie widzę w tym spisku. To raczej próba dogadania się w części klubu, która uważa się za najtwardsze PiS – powiedział rozbrajająco Terlecki.
– Spotkania odbywały się w jednym z ministerstw tylko ze względu na pomieszczenie. Miały na celu zintegrowanie osób, które najmocniej utożsamiają się z tradycyjną linią Prawa i Sprawiedliwości wywodzącą – opowiadał w Radiu Wnet.
Przyznał jednak, że on sam nie był na te spotkania zapraszany. Ciekawe dlaczego?










