Kandydat PiS rozdawał list z poparciem proboszcza. Podpisany, z pieczątką parafii.

Do części księży nie dotarło jeszcze najwyraźniej, że popieranie polityków może przynieść efekt odwrotny od oczekiwanego. Wierni mają bowiem serdecznie dość powiązań polityków z religią, czego najlepszym dowodem jest ich masowy odpływ z kościołów oraz spadające w zastraszającym tempie wpływy w ofiary. Nie wie tego też ksiądz prałat Stanisław Jasionek z Częstochowy, który napisał list pochwalny dla kandydata PiS. W reklamie czytamy, że „Jan Szyma to dobry chrześcijanin i parafianin, dał się poznać jako odpowiedzialny i kompetentny, czynnie angażujący się w życiu wspólnoty parafialnej”.

Problem w tym, że taka zachęta raczej nie zadziała. Wierni przychodzą do kościoła nie po to, by zajmować się polityką, ale po to by szukać Boga. Mieszanie wiary i wyborów działa wybitnie odstraszająco. Poza tym sama znajomość księdza prałata i kandydata PiS nie jest żadnym dowodem na to, iż będzie on dobrym radnym. Może być wręcz odwrotnie – skoro są w tak dobrych i bliskich kontaktach, może to zaburzać spojrzenie na problemy wszystkich mieszkańców.

Reklamy

źródło: Gazeta Wyborcza