Europejscy politycy składają dymisję, jeśli jest choćby cień podejrzenia. U nas głupio się tłumaczą

Sześć lat temu propisowski portal Karnowskich opublikował artykuł o znamiennym tytule. „Europejscy politycy składają dymisję, jeśli jest choćby cień podejrzenia o korupcję. U nas przechodzi dużo więcej”. Co dzisiaj zostało z wartości, które promowali?

Mona Sahlin – wicepremier Szwecji – straciła stołek, bo służbową kartą kredytową zapłaciła za batonik, pieluchy i papierosy.

Reklamy

Angeles Bermudez-Svankvist – szefowa szwedzkiego urzędu pracy – straciła stanowisko po tym jak ujawniono jej wysokie rachunki za służbową komórkę.

Per Ditlev-Simonsen – burmistrz Oslo – ujawniono, że ma konto w Szwajcarii, na które przesłał pieniądze ze spadku. Musiał ustąpić, bo jego rodacy byli tym wyjątkowo oburzeni.

Anette Schavan – minister edukacji Niemiec – zrezygnowała z pracy po tym, jak uniwersytet w Dusseldorfie zarzucił  jej plagiat doktoratu.

Christian Wulff – prezydent Niemiec – podał się do dymisji, gdy wyszło na jaw, że za jego pobyt w luksusowym hotelu zapłacił producent filmowy.

Petr Neczas – premier Czech – złożył dymisje po aresztowaniu ws. korupcji pięciu jego współpracowników, w tym kochanki, szefowej gabinetu.” – czytamy w tekście.

Co na to Kaczyński, Kuchciński, Morawiecki i cała masa innych działaczy i działaczyków, którzy załatwiają sobie milionowe pensje i dodatkowe przychody.

źródło: wPolityce.pl/Fakt/Twitter