„Listy śmierci” to film dokumentalny Andrzeja Dziedzica. Powstał za prywatne pieniądze Autora, w odruchu serca. Pokazuje jak potworna jest ta władza i ile złego może wyrządzić niewinnym obywatelom. To trzeba zobaczyć! – napisał Andrzej Rozenek.

Chodzi o sprawę tzw. ustawy represyjnej, uchwalonej przez PiS, która stosuje odpowiedzialność zbiorową wobec emerytowanych policjantów, funkcjonariuszy ABW, AW SW, Straży Granicznej, Straży Pożarnej i tym podobnych i odbiera im prawo do godziwej emerytury. W ten sposób tysiące ludzi pozbawiono środków do godnego życia – bez prawa do sądu, bez możliwości skutecznego odwołania. Chociaż ustawa przewiduje możliwość odwołania, wnioski nie są rozpatrywane lub rozpatrywane są bardzo opieszale.

Reklamy

Wiele osób po otrzymaniu listu z decyzją od IPN zmarło – na zawał, na udar lub popełniło samobójstwo. O tym wszystkim jest właśnie dokument Andrzeja Dziedzica.

„Są uzasadnione podejrzenia, że 16 grudnia 2016 roku, w wyniku prowokacji, poza salą parlamentarną, w sali kolumnowej uchwalono ustawę wprowadzającą do prawa „odpowiedzialność zbiorową”. Odbyło się to w ukryciu przed opinią publiczną, czyli bez udziału dziennikarzy oraz bez wolnego dostępu opozycji sejmowej. Efektem tak uchwalonej ustawy, jest karanie wielu tysięcy niewinnych ludzi, którym odebrano środki do życia. Liczba ofiar śmiertelnych ustawy ciągle rośnie. Powstaje pytanie, wszyscy ci, którzy uczestniczyli w procesie przepychania tej ustawy, zdają sobie sprawę z tego co uczynili ludziom i że w przyszłości może to być ocenione przez historyków, jako zbrodnia sejmowa?” – napisał autor filmu.

 

źródło: Twitter

 

 

Jan Piński - komentarze