Co za hipokryzja, minister Emilewicz zapowiada nowy podatek! A tłumaczy to w tak pokrętny sposób, że aż trudno uwierzyć

Wybory minęły, nie kryją się już z kiepską sytuacją budżetu. Kiedy rząd nie ma pieniędzy, wprowadza nowe podatki. I nie zastanawia się nad tym, że ich uzasadnienie brzmi głupio ani nad tym, że podatek na końcu zapłacimy my wszyscy, klienci. Chodzi o tak zwany podatek od sklepów wielkopowierzchniowych, który minister Emilewicz ukrywa pod nazwą

„To jest podatek wprowadzony od sklepów wielkopowierzchniowych, ale nie od obrotu, od poziomu uzyskiwanych dochodów, ale od trudności, jakie taki sklep wielkopowierzchniowy tworzy w tkance miejskiej” – mówi minister. Przetłumaczmy tą hipokryzję na język polski.

Reklamy

„Nie wiemy jak nazwać podatek a ponieważ Komisja Europejska nie pozwoliła nam obciążyć sklepów bezpośrednio, to próbujemy inną metodą. Nazwiemy to podatek od trudności, może nikt sie nie zorientuje.” – mógłby brzmieć rządowy komunikat.

Nowy podatek, niezależnie od tego jak będzie nazwany, spowoduje wzrost cen naszych zakupów. Sklepy będą musiały go przecież sobie jakoś zrekompensować.

Komentatorzy zwracają również uwagę na fakt, że podatek trafi do pazernego budżetu państwa a nie do miast. „Tylko, że podatek trafi do budżetu centralnego, a nie do miast, które (z jego założenia) cierpią najbardziej z powodu istnienia sklepu wielkopowierzchniowego. Kolejne oszustwo…” – napisał jeden z internautów.

„Jakoś nie czuję tego algorytmu. Sklep się otwiera, nie ma korków, po miesiącu sklep się rozreklamował są korki, ale w między czasie obok powstało kino i plac zabaw dla dzieci. Skąd pewność, że to sklep powoduje korki? Może kino powstało obok sklepu i rozwija okolice kulturalnie?” – dodaje kolejna osoba.

„Sklepy, kina, urzedy, kościoły, szkoły, osiedla mieszkaniowe: wszystkie one powodują trudności w tkance miejskiej jednocześnie ową tkanke stanowiąc. Pod tym głupim pretekstem PiS chce wyrwać więcej kasy. Jedziemy na oparach. Zaraz się zacznie zwijanie gospodarki.” – podsumowuje dyskusję internauta.

źródło: Rzeczpospolita