Skarbówka zabierze nawet 30 tys. złotych za udział w demonstracji! Tak PiS omija sądy, by niszczyć Polaków!

Policja próbuje nakładać mandaty na demonstrujących na ulicach Polski. Ponieważ sądy stają po stronie Polaków, do akcji wkroczył sanepid i skarbówka.

Od miesięcy na ulicach polskich miast odbywają się protesty. Policja ściga Polaków, ale odmawiający przyjęcia mandatów wygrywają w sądach.

Reklamy

Dlatego władza znalazła nowy sposób na gnębienie wychodzących protestować. To sanepid i skarbówka.

Okazuje się, że sanepid może nakładać kary bez wyroku sądu. Następnie do akcji wkracza skarbówka, która zajmuje pieniądze na kontach Polaków, którzy wyszli protestować.

Schemat jest prosty: policjant robi notatkę, decyzję o karze administracyjnej (do 30 tys. złotych) wystawia powiatowa inspekcja sanitarna, ukarany może odwołać się do wojewódzkiej stacji sanepidu, ale jeśli ten zatwierdzi karę inspekcji powiatowej, to następuje rygor wykonalności, a do akcji wchodzi urząd skarbowy.

W takiej sytuacji pozostaje odwołanie do wojewódzkiego sądu administracyjnego, ale to nie wstrzymuje egzekucji. Samo odwołanie trwa potwornie długo.

„Od początku pandemii żadne z postępowań sanepidu nie znalazło się jeszcze na wokandzie. A przecież sanepid nakładał już kary m.in. za protesty w ramach majowego Strajku Przedsiębiorców” – wskazuje reporter Kamil Siałkowski.

Ofiarami działań policji, sanepidu i skarbówki wielokrotnie zajmował się Rzecznik Praw Obywatelskich.

„Notatka policyjna nie może być dowodem w takiej sprawie. Policja nie ma bowiem prawa przekazywać sanepidowi danych osobowych obywatela. A karanie obywatela bez powiadomienia go o sprawie i bez wysłuchania jego argumentów w kilka dni od zajścia, gdy sprawa nie jest już nagła, nie ma uzasadnienia. Nie można też karać obywatela karą kilkukrotnie przekraczającą minimalne wynagrodzenie w kraju, nie sprawdzając sytuacji życiowej obywatela” – powiedział we wrześniu RPO.

Jednym z przykładów jest pani Ewa. Brała udział w proteście 6 maja przed Sejmem i trzymała transparent z napisem „Konstytucja”.

– Podeszli do nas policjanci, spisali mnie, mandatu nie przyjęłam. Kilka dni później do mojego domu zapukali policjanci w charakterze pocztylionów i przynieśli decyzję inspektoratu sanitarnego o wymierzeniu mi kary 10 tys. zł za nieprzestrzeganie nakazu przemieszczania się w odległości nie mniejszej niż dwa metry od siebie – powiedziała w nagraniu, które opublikowała fundacja Instytut Społeczeństwa Otwartego.

ISO wspiera prawnie osoby ścigane m.in. przez sanepid.

Pani Ewa złożyła skargę do sądu administracyjnego, ale to nic nie dało. – Dzień po mikołajkach, to chyba taki prezent, dostałam pismo o zajęciu wierzytelności na rachunku bankowym – relacjonuje.

Sanepid doliczył sobie ok. tysiąc złotych odsetek i „kosztów egzekucyjnych”.

– Nie tylko zostałam ukarana, ale także pozbawiona prawa do obrony i innych konstytucyjnych gwarancji – mówi ofiara sanepidu.

10 tys. złotych sanepid wymierzył też pani Katarzynie. To fotograf, która dokumentuje protesty uliczne.

– Zostałam ukarana za robienie niewygodnych zdjęć – mówi poszkodowana. ISO wskazuje, że prawdziwy wysyp zajęć dopiero nastąpi. Tylko w czasie protestów po wyroku Trybunału Konstytucyjnego wniosków do sanepidu wysłano bowiem ponad tysiąc.

Co ciekawe, sanepid nie chciał działać w sprawie urodzin Radia Maryja. Urzędnicy uznali, że siedzący obok siebie i bez maseczek uczestnicy imprezy u Tadeusza Rydzyka nie złamali reżimu sanitarnego.

Źródło: GW/NCzas