Rząd zapewniał, że Polacy, którzy osiągną wiek emerytalny, ale nie zrezygnują od razu z pracy, dostaną specjalne finansowe premie. Dziś już wiadomo, że ci, którzy na to liczyli zostali oszukani.

Gdy wszyscy, którzy mogą, odejdą na emeryturę, odbije się to poważnie na gospodarce. Bo wobec fatalnych danych demograficznych w Polsce potrzebna jest każda para rąk do pracy. Już bez wprowadzonego przez PiS obniżenia wieku emerytalnego w ciągu najbliższych dziesięciu lat liczba osób w wieku produkcyjnym spadnie o ponad 2 mln!

Reklamy

Zdaje sobie z tego sprawę wicepremier i minister finansów Mateusz Morawiecki, który na początku roku zachęcał Polaków do dłuższej pracy. Wtedy wymyślił, aby osobom, które mimo osiągnięcia wieku emerytalnego nie odejdą z pracy, państwo wypłacało jednorazowo premię w wysokości 10 tys. zł (za dwa lata dodatkowej pracy) lub 20 tys. zł (za wydłużenie aktywności o cztery lata). Minister uznał, że wypłacanie superpremii będzie dla państwa opłacalne, bo osoby, które nie wezmą od razu świadczenia z ZUS, ale będą dłużej pracować, wpłacą do budżetu więcej z podatków.

Ludzie czekali, aż pomysł wejdzie w życie, ale stracili cierpliwość. W rezultacie od 1 września już 100 tys. Polaków złożyło w ZUS wniosek o emeryturę zgodnie z nowymi przepisami.

Wprawdzie rząd twierdzi, że superpremie mają szanse pojawić się w 2018 r., ale wcześniej Morawiecki musi się porozumieć z minister pracy Elżbietą Rafalską, która uniosła się dumą, że ten pomysł nie był z nią uzgadniany. Rafalska na premie się zgodzi, jeśli Morawiecki ustąpi w innych sprawach, np. wycofa się z pomysłu radykalnego obniżenia składek ZUS dla firm. Minister pracy wolałaby trzyletnie ulgi zamiast obniżenia składek.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Poprzedni artykułSkandaliczne zachowanie BOR. Gdy mieszkańcy walczyli ze skutkami nawałnicy, funkcjonariusze się zabawiali się
Następny artykułKolejne skandaliczne podatki za pracę. Teraz pracownicy sezonowi