Ruszyło absurdalnie drogie śledztwo

Biuro poselskie Grzegorza Wojciechowskiego, posła PiS przy ul. Szewskiej w Piotrkowie Trybunalskim zostało oplute już jedenaście razy. Jak donosi Fakt teraz policja pobrała próbkę śliny i będzie miała DNA sprawcy. Czy go złapią? Czy do chuligańskiego wybryku trzeba uruchamiać aż tyle procedur?

Pierwsze incydenty miały miejsce w ubiegłym roku. Sekretarka posła czterokrotnie znajdowała plwociny na drzwiach wejściowych – klamce i witrynie. Sprawę zgłaszano na policję w Piotrkowie, ale czterokrotnie była umorzona z powodu niewykrycia sprawcy. ten zapewne poczuł się bezkarny, bo w tym roku biuro opluto siedem razy. Pluj robi to tuż  przed otwarciem biura. Choć w okolicy jest monitoring to na nagraniach nie widać, kto i kiedy paskudzi na drzwi. Mimo, że przez długi czas ulica niemal zamieniła się w komisariat, nie udało się wykryć sprawcy. Teraz policjanci zebrali ślinę, by mieć jego niepowtarzalny kod DNA. Problem w tym, że jak je wykorzystają?

Reklamy

Chodzenie po domach i badanie śliny każdego żeby mieć porównanie jest bezcelowe i drogie. Z kolei, żeby mieć pewność trzeba pobrać próbki w każdym kolejnym przypadku, a później dopasować je do konkretnej osoby – to może pochłonąć krocie.

Grzegorz Wojciechowski twierdzi, że ma dużo spraw w regionie i mógł się narazić komuś, kto ma do niego żal. „Nie wykluczam jednak, że atak miał charakter czysto chuligański. Jestem przekonany, że we wszystkich przypadkach sprawcą była ta sama osoba” – powiedział poseł w rozmowie z dziennikarzami. Chciałby wyjaśnienia sprawy, bo jak mówi, bezkarność takich działań prowadzi do eskalacji agresji.

Tylko czy szukanie „właściciela” śliny to na pewno dobry pomysł? Czy nie lepiej zamontować lepszy monitoring?

Źródło: fakt