Zapraszamy w piątek na 19. Warszawa, Mickiewicza 49, pod dom smętnego dziada – zwołują się kobiety. Tymczasem w PiS panują ogromne nerwy. Skala protestów okazała się tak duża, że ściągano posiłki policyjne z całego kraju a i to nie wystarczyło. Dlatego Morawiecki rozważa ogłoszenie dzisiaj zakazu protestów i zgromadzeń. Skąd ta nerwowość?

Jarosław Kaczyński fatalnie znosi demonstracje w okolicach swojego domu. Jest wystraszony i nerwowy mimo potężnej ochrony, która składa się z byłych komandosów oraz wywiadowców policyjnych. Łącznie w bezpośredniej ochronie prezesa pracuje kilkadziesiąt osób, ale nawet oni zdają sobie sprawę z tego, że eskalacja konfliktu może być bardzo groźna. Dlatego policja ściąga do Warszawy w trybie nagłym tysiące funkcjonariuszy, którzy dostaną prawdopodobnie rozkaz bezwzględnej walki z demonstrantami.

Reklamy

Do tarć dochodzi też w samej policji – wbrew oficjalnej propagandzie część funkcjonariuszy nie chce brać udziału w tłumieniu protestów.

Analitycy polityczni zwracają uwagę, że Kaczyński znowu popełnił błąd. Uruchomienie tematu aborcji dla odwrócenia uwagi od fatalnej sytuacji epidemiologicznej nic nie da wizerunkowo, rozpoczyna tylko kolejny front wojny z własnym narodem, który angażuje nowe środowiska, ale nie pomaga w budowaniu siły jego partii.

W konflikcie z rządem są dzisiaj górnicy, rolnicy, nauczyciele, pielęgniarki, lekarze, ratownicy medyczni. Plan antagonizowania kolejnych grup społecznych to samobójstwo, szczególnie że jest rekord zakażeń a ludzie umierają już masowo. Za moment zaczną umierać na ulicach. W samym PiS nie brakuje głosów, że prezes… zwariował. I że należy go jak najszybciej odsunąć od władzy, bo nie zdaje sobie sprawy ze skutków swoich własnych działań.

Kaczyński kobiet się też boi. I wizja upadku przez kobiety go przeraża.

Poprzedni artykułCzy Kaczyński rozmawia z Dudą? Wszystko wskazuje na to, że nie
Następny artykułPrzemysław Czarnek brutalnie o obywatelskich protestach: Są wulgarne i skandaliczne